Cofanie liczników przebiegu to wciąż jeden z najczęstszych przypadków manipulacji przy pojazdach używanych. Choć od 2020 roku w Polsce za fałszowanie przebiegu grożą surowe kary, problem wciąż nie zniknął. Kluczową rolę w jego ograniczaniu odgrywa każda stacja diagnostyczna, która podczas obowiązkowych badań technicznych ma ustawowy obowiązek odczytu i zgłoszenia stanu licznika. Ale czy diagnosty rzeczywiście mogą wykryć cofnięty licznik? Jakie mają narzędzia, jakie obowiązki – i gdzie kończą się ich możliwości?

Odczyt licznika – element obowiązkowego badania technicznego

Od 1 stycznia 2020 r. każda stacja diagnostyczna w Polsce jest zobowiązana do:

  • odczytu wskazania licznika kilometrów podczas badania technicznego,
  • wpisania tego odczytu do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK),
  • zgłoszenia braku licznika lub jego niesprawności.

Stan licznika pojawia się automatycznie na wydruku z przeglądu technicznego i jest widoczny w historii pojazdu. Dzięki temu kupujący może sprawdzić, ile kilometrów pojazd miał zapisanych rok czy dwa lata wcześniej – co stanowi jedną z głównych barier przed manipulacjami.

Jakie narzędzia mają diagności?

Podczas badania technicznego diagnosta ma obowiązek odczytania wskazania licznika z kokpitu pojazdu. Nie ma jednak dostępu do systemów diagnostycznych pojazdu, które mogłyby ujawnić historię przebiegu w sterownikach ECU (np. silnika, ABS czy skrzyni biegów).

Oznacza to, że:

  • diagnosta nie ma możliwości zweryfikowania, czy licznik był cofany między kolejnymi przeglądami, o ile nie ma jawnych rozbieżności w historii CEPiK,
  • nie używa zewnętrznych urządzeń do analizy elektroniki pojazdu (chyba że wykonuje badanie dodatkowe lub pracuje równocześnie jako rzeczoznawca).

Stacja diagnostyczna pełni więc rolę rejestrującą, nie śledczą – a obowiązek analizy danych spoczywa głównie na organach kontroli drogowej oraz potencjalnym nabywcy.

Obowiązki diagnosty przy podejrzeniu manipulacji

Jeśli diagnosta zauważy nieprawidłowości, takie jak:

  • licznik nie działa lub jest odłączony,
  • wskazanie licznika jest nierealne (np. 5 tys. km w pojeździe 10-letnim),
  • istnieją fizyczne ślady manipulacji w okolicach licznika,

może wpisać adnotację do systemu oraz odmówić wykonania badania do momentu naprawy lub przedstawienia dokumentów wyjaśniających sytuację.

Nie oznacza to jednak, że diagnosta ma prawo prowadzenia śledztwa – jego kompetencje ograniczają się do zgłoszenia nieprawidłowości, nie do stwierdzania winy. W przypadku wątpliwości, kierowca może zostać skierowany do rzeczoznawcy lub wezwany do kontroli przez odpowiedni organ (np. Policję, Inspekcję Transportu Drogowego).

Ograniczenia prawne stacji diagnostycznych

Choć społeczeństwo oczekuje od diagnostów skuteczniejszego wykrywania cofania liczników, możliwości prawne stacji diagnostycznych są ograniczone. Diagnosta nie może:

  • rozbierać elementów deski rozdzielczej,
  • podłączać testerów serwisowych do sterowników silnika (chyba że wynika to z zakresu konkretnego badania dodatkowego),
  • przechowywać ani analizować danych historycznych poza systemem CEPiK.

W praktyce więc nawet jeśli diagnosta podejrzewa, że pojazd ma zafałszowany przebieg, nie ma formalnych narzędzi, aby to jednoznacznie udowodnić. Rolą stacji jest rzetelny odczyt i rejestracja danych – reszta leży po stronie organów kontroli i wymiaru sprawiedliwości.

Co może zrobić kupujący?

Historia przebiegów z badań technicznych jest publicznie dostępna online – wystarczy numer rejestracyjny, VIN i data pierwszej rejestracji, by sprawdzić dane w CEPiK. Dzięki temu każdy nabywca może porównać wskazania z poprzednich lat i ocenić, czy są logiczne i spójne.

Dodatkowo, warto samodzielnie wykonać diagnostykę komputerową w niezależnym serwisie. W wielu pojazdach przebieg zapisywany jest w różnych sterownikach i porównanie ich może ujawnić manipulacje.

W razie wątpliwości warto także przed zakupem odwiedzić zaufaną stację diagnostyczną Lublin, gdzie specjaliści sprawdzą pojazd pod kątem jego ogólnego stanu technicznego i ewentualnych niezgodności.